Czy modna dieta ketogeniczna jest zdrowa?

Jem tłuszcze spalam tłuszcze?

Dieta ketogeniczna polega na doprowadzeniu organizmu do stanu, w którym czerpie on energię nie z węglowodanów, ale z tłuszczów. Sprowadza się do tego, że kwasy tłuszczowe rozpadają się na ciała ketonowe. Wtedy to one stają się podstawowym paliwem dla mózgu i innych organów w organizmie człowieka, a więc przejmują tradycyjną rolę węglowodanów.

Często stosuje się taki model żywienia w walce z oporną nadwagą czy w celu leczeniu insulinooporności i chorób neurologicznych, choć nie jest to sposób odżywiania polecany wszystkim. Szczególnie niewskazane jest stosowanie takiej diety w przypadku problemów z trzustką, wątrobą, nerkami. W przypadku takich schorzeń poradzenie sobie z metabolizmem ciał ketonowych może okazać się zbyt obciążające dla i tak osłabionych już narządów.

Jakie są zalety stosowania takiej wymagającej diety?

Utrzymanie stanu ketozy przez odpowiednio długi czas może rzeczywiście przyczynić się do efektywniejszego, szybszego pozbycia się niechcianych fałdek, pomóc w utrzymaniu odpowiedniego poziomu insuliny we krwi, a co za tym idzie ograniczyć napady głodu. Korzystanie z energii z tłuszczów zwiększa także wydolność organizmu i może pozytywnie wpływać na koncentrację.

Czemu więc należy podchodzić do niej ostrożnie?

Nawet wśród sportowców jadłospis opierający się na modelu ketogenicznym to jedynie chwilowa zmiana nawyków żywieniowych na „tuż przed zawodami”. Wykluczenie czy ograniczenie węglowodanów do np. 30g/dzień może sporo kosztować nasze zdrowie, jeśli nie zrobimy tego rozważnie. Nasz organizm musi się powoli przyzwyczajać do nowego sposobu odżywiania. W innym wypadku będzie nam dolegać ból głowy, podbrzusza, osłabienie, uczucie chłodu, rozkojarzenie, a także niebezpieczne wahanie hormonalne (które u kobiet mogą prowadzić np. do zaniku miesiączki).

Jest to także dość kosztowna i rygorystyczna dieta, polecana, wbrew ogólnie panującej opinii, jedynie tym osobom, których aktywność fizyczna jest umiarkowana. Przed intensywnymi treningami, (nie)stety, wypada sięgnąć po „węgle”!